Zbliża się 1 Listopada, Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, w związku z tym porzucam wszelkie wysiłki związane z poszukiwaniem ciekawych tematów i nie będę silił się na oryginalność. Dziś trochę ponudzę, mam tylko nadzieje że wyprzedzę konkurencję, bo temat ten będzie wałkowany w różnych formach przez najbliższy tydzień, o ile już nie jest.
Przez całe wieki zmarłych grzebano obok kościołów, stąd też wzięła się nazwa cmentarzy przykościelnych. W myśl średniowiecznej teorii, idealny cmentarz powinien znajdować się jak najbliżej kościoła, co by zmarli mogli doświadczać zbawiennego wpływu świętości emanującej z Domu Bożego i w przypadku końca świata szybko dostać się do nieba. Trumny bogatszych zmarłych składano podziemiach świątyń, czasem w specjalnie wznoszonych kaplicach w podobnym celu. Śladem po tych pochówkach są tablice wmurowane w ściany najstarszych kościołów. W Radomiu pierwsza nekropolia powstała obok najstarszego kościoła parafialnego, czyli kościoła pod wezwaniem św. Wacława na Starym Mieście. Niegdyś cmentarze były także na Piotrówce, przy kościele farnym oraz kościele oo. Bernardynów. Cmentarz taki znajdował się na pewno również przy kościele pod wezwaniem św. Trójcy, na przedmieściu jedlińskim, ponieważ podczas doprowadzania do porządku terenu leżącego za nim w stronę Warszawy, wykopywano całe masy ludzkich kości, o czym donosiły XIX wieczne radomskie gazety. Kres cmentarzom przykościelnym położył edykt nantejski z 1777 roku. Jak każde było to novum, próby wprowadzenia tej idei w życie, spotkały się ze zdecydowanym oporem wiernych. Był on tym ostrzejszy, iż wspierał się na powszechnym wówczas poglądzie, jakoby pochówek poza kościołem lub przykościelnym cmentarzem był profanacją. Z tego też względu, mimo starań, jakich dokładały władze kościelne otaczając cmentarze poza miastem specjalną opieką, grodząc je murami i nadając im odpowiedni charakter, do połowy XVIII w. cmentarze, jak je zwano „polne” należały mimo wszystko do rzadkości.
Takim właśnie miejscem spoczynku był, znany wszystkim radomianom cmentarz na Borkach, przy ul. Limanowskiego, a w czasach jego założenia, przy Trakcie Starokrakowskim. Pomiędzy Traktem Starokrakowskim a Limanowskiego, ulica ta nosiła jeszcze nazwę Dzierżyńskiego, ale tu nie ma się czym specjalnie chwalić.
Cmentarz powstał w 1812 roku, a więc niebawem będzie obchodził dwusetną rocznice powstania, na ziemi podarowanej przez zacnego radomianina Wojciecha Łodwigowskiego. Pierwotnie miał on powierzchnię około 2 mórg, lecz wraz z wyczerpywaniem się miejsca i rosnącymi potrzebami, był powiększany. W ramach propagandy ciekawostek, dodam że morga w tamtych czasach oznaczała obszar, jaki jeden człowiek mógł zaorać lub skosić jednym zaprzęgiem od rana do południa. Dziś jest to około pół hektara. Cmentarz został założony na pagórku oddalonym około 100 metrów od traktu, z którym łączyła go nie utwardzona polna droga.
W 1849 miasto dokupiło grunty o powierzchni 7 mórg. Część terenów należała bowiem do Radomskiego Domu Schronień, czyli gruntów szpitalnych, a część do kolejnych radomian o nazwiskach Zdziński i Piltz. W 1854 rozpoczęto prace nad wzniesieniem muru wokół cmentarza, które zakończono je dwa lata później. Przy okazji tych prac wzniesiono także murowaną bramę z przybudówkami mieszczącymi izbę ossuarium, czyli kostnicę oraz pomieszczenie dla grabarza. Brama miała także wieżyczkę z dwoma dzwonami. Koszt robót został wyceniony na blisko 3800 rubli srebrnych, z czego 511 rubli wyłożył Rząd Guberialny, a resztę zafundowali parafianie. Należy zaznaczyć, że wybudowanie muru, odbyło się na wyraźne żądanie władz carskich ponieważ nie dozorowany i nie ogrodzony cmentarz był w opłakanym stanie. W 1852 doprowadzono z miasta do cmentarza drogę, również ufundowana przez mieszkańców Radomia. Wszystkie wiadomości o tych robotach spisano uroczyście na pergaminie i osadzono w wieżyczce nad bramą cmentarza. Rok 1855 to rok, w którym przez Radom przeszła epidemia cholery, która zapewniła nowemu cmentarzowi 550 nowych lokatorów. Była to jedna z największych epidemii nawiedzających Radom kolejno w latach 1831, 1837, 1848, i 1852, ponieważ parafia radomska liczyła wówczas 12 tys. dusz.
W 1876 powiększono cmentarz o kolejne 4 morgi w związku z szybkim przyrostem liczby mieszkańców, a co za tym idzie zwiększonej śmiertelności. Wkrótce jednak powiększono cmentarz o kolejne 5 mórg, gdyż poprzednio zakupione grunty okazały się gliniaste oraz podmokłe i mieszkańcy nie chcieli na nich chować swych zmarłych krewnych. W późniejszych latach teren ten został wykorzystany do chowania samobójców i osób samotnych. A jeszcze później, czyli po II Wojnie Światowej, w czasach stalinowskiego terroru, miał kryć jeszcze nie jedną tajemnice. Ale o tym później. Przy tej okazji włączono do terenów cmentarza dawny cmentarz choleryczny i zbudowano w 1885 murowaną bramę z dwiema furtami oraz wzniesiono niezbędne mury ogrodzenia. Wieża w pierwotnie wzniesionej bramie zawaliła się w wyniku burzy w 1889 roku, odkryto wtedy ukryty w niej pergamin z opisem czasów i zdarzeń z momentu jego tam osadzenia. W tym samym roku, dokonano podziału cmentarza na kwatery, ponieważ do tej pory w miejscu wiecznego spoczynku panowała istna samowolka zarówno w wytyczaniu alejek, jak i miejsc pochówku. W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku założono księgi cmentarne i zbudowano przy pierwszej bramie dom ogrodnika, który zajął się sadzeniem drzew na cmentarzu i pielęgnowaniem roślinności. Z ksiąg cmentarnych, można było dowiedzieć się, że od 1812 do 1891, czyli w ciągu 79 lat pochowano na cmentarzu blisko 41 tys. mieszkańców Radomia.
Dalszej rozbudowy cmentarza, mimo sprzeciwu władz miasta, które chciały stworzyć nowy cmentarz w lesie kapturskim, dokonano dopiero w 1932 roku, odkupując sąsiednie grunty od Karschów, Saskich i Bieńkowskich. Kolejna rozbudowa cmentarza, miała miejsce w 1948 roku, kiedy to dokupiono 4,5 hektara gruntu od strony Borków, tak, to nie pomyłka, Borków nie Borek.
W zabytkowej części nekropolii spoczywają miedzy innymi, Józef Brandt- artysta-malarz i właściciel Orońska, Teresa Grodzińska – bohaterska sanitariuszka poległa w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 (jej historie opisywaliśmy w jednym z sierpniowych artykułów), Jan Kanty Trzebiński- drukarz, w bramie na ul. Żeromskiego do dziś stoi piękny budynek jego drukarni oraz Józef Grzecznarowski- przedwojenny prezydent Miasta Radomia. Wydzielone miejsce mają także, mogiły zbiorowe i pomniki upamiętniające zbrodnie dokonane na mieszkańcach Radomia w czasie II wojny światowej, więźniowie obozów koncentracyjnych Legioniści, harcerze i partyzanci. Jest też, legendarny i na wpół mityczny „Wisielak”, miejsce gdzie UB, grzebało zabitych w swoich katowniach żołnierzy podziemia antykomunistycznego z terenu ziemi radomskiej. Położony na podmokłym terenie od strony ul. Dębowej, na którym kilkadziesiąt lat wcześniej nikt nie chciał być pochowany. Naprzeciwko głównej bramy wejściowej na grobie Konstantego Mireckiego znajduje się rzeźba Anioła Ciszy.
Od roku 1984, cmentarz wraz z drzewostanem i częścią grzebalna powstała przed 1945 rokiem jest wpisany do rejestru zabytków. Najstarsze, zachowane, nagrobki na cmentarzu pochodzą z lat dwudziestych XIX wieku, jednym z nich jest grób Pauliny z Podkońskich Sztrynkowej z 1821 roku. W 2005 roku, z parkingu przed cmentarzem, położonym przy ul. Limanowskiego, ekshumowano szczątki około 200 żołnierzy niemieckich poległych podczas II Wojny Światowej, była to druga faza operacji rozpoczętej w 1992 roku, kiedy to ekshumowano około 700 Niemców.
W nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1995 roku, złodzieje, ukradli i pocięli na złom wspomnianą wcześniej rzeźbę Anioła Ciszy z grobu Konstantego Mireckiego. Warto też wiedzieć, że w 1994 roku powstał Społeczny Komitet Ochrony Zabytkowego Cmentarza Rzymskokatolickiego w Radomiu. Jego członkowie podjęli jednomyślną decyzję w sprawie odtworzenia zniszczonej rzeźby. W tym celu zorganizowano pierwszą kwestę na cmentarzu. Dzięki tej zbiórce Anioł Ciszy wrócił na swoje miejsce w 1996 roku. Teraz kwesty takie odbywają się rokrocznie. W zeszłorocznej, dzięki hojności mieszkańców Radomia, zebrano ponad 50 tys. złotych.
Pamiętajmy o tym następnym razem, gdy na naszym najstarszym cmentarzu, gdzie leżą całe pokolenia radomian, spotkamy kwestującego wolontariusza. Pamiętajmy, bo Ojczyzna to ziemia i groby. A narody, tracąc pamięć, tracą życie. Ale to już inna historia…






